sobota, 7 września 2013

1

Dzień, a raczej wieczór zapowiadał się bardzo ciekawie. Kolejna gwiazdka, miała urodziny i właśnie organizowała je w naszym klubie. Oznaczało to, tłum ludzi, paparazzi i... Podwyżka! To chyba było najlepsze w tej robocie.
Był wieczór i zimno. Minus dziesięć stopni, pierwszego lutego. Nietypowe. To nic nie zmieniało. Nadal marzłam. Miałam ciepłą kurtkę, z kożuchem w środku. Opatulona szalikiem, dwa razy, w wysokich butach, przemierzałam zaspy, kierując się do tylnego wejścia.
Może gdybym nie poznała Ricka, właściciela baru, na jednej z imprez, to zapewne siedziałabym w nudnym Colleg'u zakuwając. Wiodąc nudne życie, z koleżankami z akademika. Jednak wszystko poszło zupełnie inaczej. Rzuciłam chęć pójścia na studia, ku niezadowoleniu rodziców i zaczęłam pracować, zaraz po tym, jak ojciec mnie "wydziedziczył". W każdym razie, specjalnie mnie to nie obeszło. Wypłaty nie są skromne, a tańcząc, dla tych zboczonych facet, możesz mieć z tego frajdę. Szalejesz bez umiaru, ludzie stawiają ci drinki, a ty ich bez sumienia upijasz, by potem jakoś wyłudzić od nich forsę. Od tych starszych, i bardziej otyłych facetów. Jeśli nie myślą, to dają to, o co prosisz.
Dzisiaj była moja kolej. Imprezy urodzinowe różnego rodzaju, zdarzają się mniej-więcej dwa razy w tygodniu. I zazwyczaj zamawiają coś w stylu striptizerki. I akurat to jest mój tydzień. Zupełnie coś innego jest, jeśli tańczysz dla zwykłego gość, a coś innego kiedy robisz to dla jakiejś osobistości. W każdym razie nerw, zawsze jest.
Pchnęłam metalowe drzwi i weszłam na zaplecze,a po odwieszeniu torby, od razu skierowałam się do garderoby. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to blond czupryna Amandy. Wyglądała naprawdę... Nadzwyczajnie.
-Nic nie mów!-warknęła, wstając z ławki.
Powstrzymałam śmiech, by bardziej jej nie zdołować. Była ubrana w długie, czarne i do tego skórzane spodnie. Na górę miała ubrany również skórzany bralet z frędzlami i kowbojski kapelusz. Rick, ma dziwne fantazje jeśli chodzi o nasz ubiory i raz w tygodniu, każe nam zakładać, to co on sobie wymarzy. Więc tamtego dnia, chciał "Kowbojkę DeeDee".
-Niech ja go dorwę!-mruknęła zdenerwowana, biorąc do ręki bicz.
Tym razem nie wytrzymałam i pękłam ze śmiechu.
Dziewczyna zaklęła  pod nosem i wstała od toaletki.
-Powodzenia!-zawołałam, kiedy dziewczyna kierowała się na salę.
Wystawiła mi środkowy palec i zniknęła, za progiem.
Westchnęłam i spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze półgodziny. Solenizant miał się zjawić, ze swoimi znajomymi o 21.00. Jego kolega, który do mnie dzwonił, mówił, że to ma być niespodzianka. I żebym wykonała najbardziej, seksowny taniec, jaki kiedykolwiek odstawiłam. Poza tym był zabawny.
Pytałam, czy ma jakieś fantazje, jeśli chodzi o stroje, ale nie. Nie musiałam przebierać się, za policjantkę, czy pielęgniarkę. Jak to ujął. I mniej, tym lepiej. Postarałam się bardzo.
Założyłam biały bralet, który odsłaniał mój płaski brzuch, na który starałam się pół roku. Założyłam bardzo krótkie i obcisłe czarne spodenki, a żeby podkreślić długie nogi, ubrałam czarne, zamszowe creepersy. Musnęłam usta, czerwoną szminką i przeczesałam włosy. Obróciłam się plecami do lustra i zgarnęłam włosy na obok. Na prawym ramieniu znajdował się tatuaż. Sassy. Moje alter-ego w pracy. Imię napisane kursywą, podkreślone, a wokół niego dodane kilka gwiazdek. Zawsze mi się podobało.
Namalowałam kocie oko, na powiekach i nim się obejrzałam, zostało mi pięć minut.
Byłam coraz bardziej, zdenerwowana, ale jeśli pójdzie mi dobrze, to dostanę więcej kasy, co dobrze wróży na kilka dni wolnego, dla mnie i dla Amandy.  Nabrałam kilka głębszych wdechów. Robiłaś to nie raz! Nic się nie zmieniło, od tamtej pory. To tylko jakaś sława, która nawet nie wie, co dla niego odstawisz. Cały bar będzie zapełniony jego znajomymi i zapewne, do samego rana będziemy na zmianie. Wydech.
-Rose!-zawołała Amanda.-Już czas!
Skinęłam głową i weszłam na salę. Jak zwykle na rozluźnienie, wypiłyśmy po kieliszku wódki. DeeDee pokazała mi, w której loży siedzi on i jego znajomi. Amanda, mało bzika nie dostała. Bardzo lubiła tego piosenkarza, często słuchała jego piosenek. Harry Styles, ten z One Direction. Nadal byłam skrępowana, chociaż alkohol krążył mi  we krwi.
Zrobiłam sobie lekkie przejście, by dostać się do loży. Blondyn, siedzący obok Harrego, uniósł dwa kciuki i uśmiechnął. To ten, z którym rozmawiałam.  Z głośników dudniła głośna muzyka. Poddałam się emocjom. Wszyscy zaczęli gwizdać i krzyczeć, kiedy stanęłam przed chłopakiem i zaczęłam kręcić biodrami, w rytm muzyki. Był bardzo zaskoczony, natomiast jego znajomi byli wniebowzięci.
Podeszłam bliżej i zaczęłam kręcić pupą, jak i całym swoim ciałem. Seksowne ruchy, wywołały u niego szeroki uśmiech. Usiadłam na jego kolanach i lekko zakołysałam się. Czułam jak jego spodnie, lekko się wypełniają. Był zadowolony! Później poszło, jak spłatka.
W końcu doszło do końca, a ja zakończyłam swój występ brawami i uśmiechniętym solenizantem. Wycofałam się z loży i weszłam za bar.
-Jeszcze tego nie widziałam!-mruknęła, uśmiechnięta Amanda, stawiając na barze po kolei kieliszki. Wzięłam butelkę białego trunku. Rozlałam ją do kieliszków i podałam czekającym ludziom. Zmarnowałam trochę wódki, lejąc ją  na ich spocone, głowy.
-Kto postawi tej, lasce drinka?!-spytałam, zwracając się do przepychających się mężczyzn. Każdy zaczął rzucać kasą, a DeeDee wskoczyła na bar i zaczęła kręcić batem. Co chwilę klepała się po tyłku, uśmiechając się zawadiacko. Po chwili dołączyłam do blondynki.
Spojrzenia wszystkich mężczyzn, po trzydziestce i tych dziewiętnastolatków, na mnie i to o czym myślą... Każdemu może się wydawać, że to obrzydliwie i w ogóle, jak możesz tak pracować, ale dla mnie to jest zabawne! Oni są jak zahipnotyzowani. Możesz robić z nimi, co chcesz. Amanda zresztą to robi. W każdym razie, zawsze dobrze się bawimy. Chociaż praca, źle się kojarzy, nie w naszym przypadku.
Amanda pochyliła się przede mną, a ja bez zastanowienie przybiłam jej klapsa. To zawsze ich podnieca. Dzisiaj byłyśmy we trójkę. Ja, Amanda i Sonya. Brunetka, siedziała za barem. Nowa. Jest jeszcze skrępowana, chociaż nie wygląda źle.
Odebrałam od Amandy, bicz i zaczęłam nim kręcić. Faceci są tacy, prości. Wystarczy, ubrać coś krótkiego i zakręcić tyłkiem. Tak jak tamten, chłopak. Poczułam jego erekcje, już wtedy kiedy na nim usiadłam. Chyba dobry prezent.
Wzięłam do ręki butelkę wódki i powoli ją odkręciłam. Nie wiem, co myśleli. Przechyliłam ją na swój biust, aż ciecz w końcu zaczęła ciurkiem lecieć, po moim biuście, aż poszłam na całość. Co chwilę oblizywali wargi i krzyczeli. Dalej na parkiecie, ludzie tańczyli, dość erotyczne tańce, a w lożach po lewej siedziała cała śmietanka.
-Zaczynają się tłuc!-krzyknęła w moją stronę Amanda i wskazała na grupkę, po prawej stronie.
Kiwnęłam głową i zeskoczyłam z baru.
Kiedy alkohol krąży we krwi, wyobrażają sobie nie wiadomo, co. I zaczynają się kłócić. Od słów, przechodzi do czynów. Czasami tak jest. Ale mamy coś, co ich uspokaja.
-Sonya!-zawołałam do dziewczyny, która nalewała do szklanek Teuqilę. -Wiadro!
Dziewczyna skinęła głową i schyliła się do zamrażarki po wielkie wiadro, pełne lodu. Wręczyła mi przedmiot, a ja wróciłam na bar.
-Cisza!-wrzasnęłam i wrzuciłam zawartość na  grupkę facetów.
Od razu oprzytomnieli i uśmiechnęli się do mnie. Mrugnęłam do nich i klepnęłam się po tyłku.
Zeskoczyłam z blatu i wróciłam do robienia drinków, za Sonyę, która ku zachętom Amandy, w końcu weszła na bar.
Przyjmowałam banknoty, nalewając niezdarnie wódki do kieliszków.
Przed moim oczami, stanęła niewysoka brunetka z wielkimi oczami.
-Pięć razy: Jack Daniels.-oznajmiła, wyciągając z torebki portfel. Rzuciła mi papier przed nos.
-Zanieś nam do loży.-poleciła i odeszła.
Zmierzyłam jej sylwetkę, powracającą do loży, w której siedział Harry i Niall. Och! Jak ja nie lubię takich dziewczyn! Myślą, że jeśli mają pieniądze, to mogą o wiele więcej. Puste idiotki! Zaklęłam pod nosem i nalałam trunku do szklanek. Ustawiłam je na tacę i ustawiłam na prawej ręce. Pchnęłam biodrem, małe drzwiczki i wtopiłam się w tłum. Uniosłam rękę z tacą, nad głowami i przeszłam do loży.
-To była genialne!-zwrócił się do mnie blondyn. Wstał z miejsca i podszedł w moją stroną. Mocno przycisnął mnie do siebie.
-Przyjemność po mojej stronie.-odparłam, próbując go od siebie odepchnąć.
-Podobało ci się, nie?-spytał Niall, patrząc na Harrego.
Chłopak lekko się zarumienił.
-Tak.-zgodził się, uśmiechając się szeroko.
-Dzięki.-odwzajemniłam jego gest.
-To ja dziękuje, za najlepszy prezent.-dodał.
Przygryzłam wargę.
-Wszystkiego najlepszego.-rzuciłam i wyszłam z loży, kierując się z powrotem za bar.


Cześć wszystkim! Witam was na bloggerze! Pierwszy raz piszę bloga, o One Direction, chociaż bardzo ich kocham! Więc jestem nowa! Tyle się oczytałam tego wszystkiego, więc postawiłam na coś innego? Podoba się? 
Pozdrawiam, Laura!